Wstęp

Wstęp

Turcja? Kebaby w bułce, z surówką. Ciepło, upalnie, słonecznie. Niscy, śniadzi młodzieńcy o ciemnych oczach. Wąsaci panowie. Zniewolone kobiety w chustkach na głowie. Harem. Islam. Wielożeństwo. Kawa po turecku. Piosenki Tarkana. Kapadocja, gdzie kręcono „Gwiezdne wojny”. Orhan Pamuk. Kilometry piaszczystych plaż usianych hotelami. Wielki Bazar w Stambule. Tureckie swetry. Chałwa. Porwania kobiet. Bardzo chcą do Unii Europejskiej.

Prawdziwy kebab podaje się na talerzu, raczej nie w bułce i bez surówek. Zresztą rodzajów kebabu jest mnóstwo.
Ciepło? Turcja rozpostarta jest na tak wielkim obszarze, że czasem, gdy w jednym miejscu jest kilkanaście stopni na plusie, w innym występują przymrozki.
Wysokich mężczyzn jest sporo, a wielu Turków ma jasną karnację, blond lub rude włosy i niebieskie oczy.
Islam jest najczęściej wyznawaną religią, ale kraj z założenia i w konstytucji świecki.
Kobiety dostały prawa wyborcze wcześniej niż Europejki. Uczą się, studiują, robią kariery. Wiele z nich nie nosi chust, a sporo – głębokie dekolty i spódniczki mini. Wielożeństwo jest prawnie zabronione.
Kawa po turecku została wyparta przez czarną herbatę, pitą litrami. Chałwę podaje się na stypach.
O porwaniach kobiet dawno nie słyszano.
A w Stambule, Kapadocji i tureckiej muzyce mieści się dużo więcej, niż głoszą hasła reklamowe. Z tą Unią też nie tak prosto sprawa wygląda.

Znamy te stereotypy. Stykamy się z nimi od czasu naszych pierwszych wyjazdów do Turcji. Wielokrotnie przestrzegano nas, „młode, białe dziewczyny”, byśmy się zastanowiły, bo mogą nas porwać do haremu, okraść, sprzedać albo nawet zgwałcić. Pytano, czy się nie boimy. Radzono pożyczać obrączki na czas wyjazdu, by udawać zamężne. Cieszono się, że nie jesteśmy blondynkami, bo „byłoby gorzej”. Zalecano ubierać się „grzecznie”. Najlepiej wcale nie wyjeżdżać.
Potem dziwiono się, dlaczego tam wracamy, skoro nadrzędnym powodem nie jest turecki amant? Wciąż i wciąż. I co my w tym kraju takiego widzimy?

Postanowiłyśmy połączyć siły i napisać książkę, będącą kolorową układanką naszych doświadczeń, obserwacji i przygód. Nie będziemy w niej dublować faktów z historii Turcji, dat, nazwisk. Ciekawi tych informacji znajdą je bez problemu gdzie indziej. Nie było też naszą intencją napisanie kolejnego przewodnika ani poważnej naukowej analizy. Zależało nam za to, by spróbować oddać chociaż odrobinę tureckiego klimatu, który tak pokochałyśmy – niezależnie od siebie, przebywając w innych, odległych od siebie miastach, obracając się w całkowicie różnych środowiskach. Zależało nam, by naszą książką udowodnić, że sporo opinii i teorii dotyczących Turcji – także tych, które spotykamy w mediach – niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Czasami warto zasłyszane rewelacje podzielić przez dwa albo po prostu przymrużyć oko. Bywa, że najlepsza odpowiedź na pytanie o ten kraj zaczyna się od słowa „zależy”. Bo nic tu nie jest jasne ani oczywiste.

Mamy nadzieję, że ci, którzy Turcję lubią, odnajdą w naszej książce to, co najbardziej im się tam podobało. Ci, którzy w Turcji nigdy nie byli, a chcieliby tam pojechać, może po lekturze wreszcie się odważą. Tych, którzy kochają Turcję jak drugą ojczyznę, prosimy o wybaczenie, że nie napisałyśmy wszystkiego – wciąż ją odkrywamy.

Agata B. i Agata W.